wtorek, 10 maja 2011

KTÓRY ZASTĘP ZDOBEDZIE WSTĄŻKĘ ZA ZAWIAD ZASTĘPU, KTÓRY ODBYŁ SIĘ NA TEGOROCZNYM BIWAKU MAJOWYM???

Wstawiamy relacje ze zwiadów zastępów tych, które je przesłały. Wy, jako zastęp musicie zdecydować, która relacje jest najlepsza, najładniejsza, najciekawsza i widać po niej, że zastęp wykonał zadane mu polecenia. Do tego dołączamy mapy, (które była jednym z zadań). Pamiętaj jeden zastęp jeden głos. Głosujemy w komentarzach pod relacją. Liczymy na wasza uczciwość. Na głosowanie mamy tydzień tzn. do 16-go maja!

1,ZASTĘP PELIKAN

2,ZASTĘP PUMA

3,ZASTEP SARNA

4,ZASTĘP FOKA

RELACJA ZE ZWIADU ZASTĘP FOKA


Godzina piętnaście, bądź jak kto woli siedemdziesiąt pięć minut. Uwaga! Należy zwrócić tu uwagę na biegłość umysłu, który dokonał tak trudnego przeliczenia, ale to tak na marginesie. Niby niewiele na to żeby znaleźć cokolwiek o historii Żydów w Górze Kalwarii, zupełnie obcym dla nas mieście, jednak to dla nas był wystarczający czas. Po zabraniu kilku kartek papieru i kilku długopisów, na wypadek gdyby któryś przestał pisać, ruszyłyśmy przed siebie. Dobrze powiedziane, przed siebie. Nie wiedziałyśmy bowiem gdzie mamy iść. W lewo? W prawo? Wybrałyśmy więc pośrodku. Prosto! A, że droga prosto prowadziła do centrum miasta, tam więc się znalazłyśmy. Zaczęłyśmy pytać ludzi, czy mogliby opowiedzieć nam cokolwiek dotyczącego historii Żydów w owym mieście.. Niestety często słyszałyśmy odpowiedź ‘Nie mam czasu’; ‘Nic nie wiem na ten temat’ lub coś w tym rodzaju, wymówek było naprawdę wiele, dlatego dalszy ciąg wyliczania pozwolę sobie pominąć. Jeśl jednak komuś to urąga i chciałby dowiedzieć się więcej na temat negatywnych odpowiedzi ludzi w Górze Kalwarii, proszę o osobisty kontakt.
Po pewnym czasie, zupełnie przez przypadek zajrzałyśmy do sklepu z mapami i planami miast. Tam dostałyśmy ZA DARMO plan Góry Kalwarii i dowiedziałyśmy się wielu ciekawych rzeczy o Żydach w tym mieście. Pani ekspedientka była bardzo miła, szukała nam informacji w przewodnikach i w książkach, oraz sama dużo wiedziała na ten temat, co nas niezmiernie zdziwiło, gdyż była bardzo młoda osobą i nie wyglądała na osobę interesująca się historią.. Podstawową informacją dla nas było to, że dziś w mieście żyje tylko dwóch Żydów, co jest bardzo zadziwiające, ponieważ jeszcze w czasach II Wojny Światowej było ich tutaj dużo więcej. Pani szybko sprawdziła w Internecie i okazało się, że 73% całkowitej liczby mieszkańców tego miasta stanowiła ludność żydowska. Zapisałyśmy sobie jeszcze zdanie, że ‘ Góra Kalwaria w krótkim czasie stała się jednym z najważniejszych
w Europie ośrodków chasydyzmu, czyli ruchu mistyczno-religijnego’, cokolwiek to znaczy.
W Górze Kalwarii było założone, w 1940 r. duże getto ( na mapie nr.1) ograniczone ulicami Pijarską, warto nadmienić, iż na ulicy pijarskiej w Łowiczu znajduje się moja była szkoła, Strażacką, ks. Sajny i Piłsudskiego. W mieście znajdował się także cmentarz żydowski, na końcu ul. Kalwaryjskiej (nr.6), ale do niego nie udało nam się dotrzeć i zebrać więcej informacji o nim, gdyż za dużo czasu to my nie miałyśmy.
Pani w sklepie powiedziała nam jeszcze, że dawniej przy ulicy Pijarskiej (nr.3) znajdowała się synagoga- dziś jest tam sklep, za nią była mykwa (nr.5) tzn. ‘ zbiornik wodny, basen’. W pobliżu znajdowała się szkoła dla chłopców ‘cheder’ (nr.2) .W przewodniku po mieście Góra Kalwarii napisane było, że niedaleko synagogi z 1903r. znajdował się dwór cadyka – przywódcy judaizmu oraz, że w pobliżu obecnej ul. Wierzbowskiego jeszcze przed wojną zatrzymywały się autobusy, przywożące pielgrzymów do cadyka.
To są już wszystkie informacje, które udało nam się zebrać. Za wszelkie błędy jakie popełniłam pisząc ową notatkę przepraszam. A teraz idę napalić w piecu.

RELACJA ZE ZWIADU ZASTĘP PUMA

Co prawda było trudno znaleźć osobę która cokolwiek by wiedziała coś na temat Kaplicy św. Antoniego ale udało nam się znaleźć jedną panią co wiedziała nawet dość dużo dzięki niej dowiedziałyśmy się że ta Kaplica :

· jest w stylu barokowym

· jest z II połowy XVIII wieku

· znajduje się na skarpie wiślanej w pobliżu kościoła parafialnego

· w okresie letnim są odprawiane w każdy wtorek nabożeństwa oraz w dniach 12 i 13 czerwca doroczny odpust

· została wzniesiona przez ks. Franciszka Zambrzyckiego w 1781 r.

· po bokach ołtarza znajdują się dwie figurki przedstawiające św. Jana Chrzciciela i św. Ludwika IX, króla francuskiego

I to chyba na tyle niestety nie udało nam się dowiedzieć czegoś więcej.

ZASTĘP PUMA Z PŁOŃSKA, RELACJA ZE ZWIADU ZASTĘPU

RELACJA ZE ZWIADU ZASTĘP SARNA














kilka zdjęć:)
mapka ze zwiadu:)



„Zwiad”

Na melodię „Majki” Starego Dobrego Małżeństwa

1. Byłyśmy na zwiadzie

W pięknej Górze Kalwarii

Mapkę rysowałyśmy

Kościołów od Marianów

Ref. Ooo zwiadzie

Ciekawym ty żeeeś byyył

Zwiadzie

Zwiedziłyśmy dzięki Tobie Górę no i Krym

2. Kolejnym naszym celem

Był ojciec Papczyński

Lecz ludzie go nie znali

Tablicą się uraczyłyśmy

Ref. O zwiadzie …

3. A więc podsumowując

Kościoły znalazłyśmy

Ojca poznałyśmy

Dobrze się bawiłyśmy

Ref. O zwiadzie …

RELACJA ZE ZWIADU ZASTĘP PELIKAN

mapa ze zwiadu :)



Zastep Pelikan

Z

Gory Kalwarii

Pan Tadeusz

Czyli

(chyba nie) ostatni zajazd w Gorze Kalwarii

Historia harcerska

Z maja A.D. 2011

W jednej ksiedze

proza

Ksiega pierwsza i ostatnia

ostatni dzien zajazdu

tresc:

przebudzenie-apel-posilek przed polowaniem na informacje-polowanie-msza dziekczynna z udane lowy i obrzedy braci szlacheckiej-pakowanie manatkow i sprzatanie dworu-wyscig kulinarny pomiedzy znamienitymi rodami-pozegnanie gosci

Byl to ostatni ranek zajazdu w Gorze Kalwarii, kiedy slonce zaczelo lizac dachy wedrownych dworkow*. Poranek, choc majowy, byl bardzo mrozny. Swiatlo sloneczne niezmordowanie wykonywalo swoja prace, czyli budzenie wszystkich spiochow, zyjacych na tej ziemi. Po polgodzinie zmeczylo sie i postanowilo schowac sie za chmure. I wtedy to nasze bohaterki-szlachcianki Pelikanki** obudzily sie. Ziewnely kilka razy skrycie i przystapily do szlacheckiej gimnastyki w spiworze- polega ona na wykonywaniu energicznych ruchow w materialowej dzdzownicy, zwanej potocznie spiworem. W ten sposob odprezone wciagnely na grzbiet mundury harcerskie i wyszly ze swego dworku. Postanowily nie budzic reszty spiacych we dworze i w tenczas przygotowac sie do uroczystego przegladu gosci***.

Jednak nie udalo im sie zaznac blogiej ciszy, albowiem nagle zagrzmial gwizdek wzyawjacy na ow przeglad.wiec szlachcianki pobiegly ile sil w nogach w strone dworu. Kiedy, jak im sie wydawalo, wszyscy sie zebrali, gospodyni druhna Anna (przewodniczaca ich malej braci szlacheckiej)sprawdzila jaki jest stan osob i wlasnie wtedy okazalo sie, iz jednego rodu nie ma wsrod nich -rodu Mewojskich****… Lecz coz to? W ich strone pedza dziewczeta… i to wlasnie byly Mewojskie. Nie ma co tu wiele gadac – spoznily sie, bo zaspaly…

Powszechnie wiadomo, ze jesli kto spozni sie na takowy przeglad, musi wykonac prace zadana przez gospodynia. Tak wiec i teraz postanowiano trzymac sie tego starego zwyczaju i badz co badz ukarac w pewien sposob Mewojskie. Anna postanowila zadac im prace, ktora przydalaby sie wszystkim- Mewojskie musialy uwarzyc napar herbaciany dla wszystkich gosci Mariankowa.Zadanie bylo tym trudniejsze, jako, ze dzien byl bardzo wietrzny.Jednakze, dziewczeta te byly wprawione w rozniecaniu ognia, wiec bez wielkiego wysilku udalo im sie zaparzyc herbate.W trakcie gdy Mewojskie przygotowywaly napar, inne rody jak jeden maz poszly przygotowywac posilek zlozony z salatki z dalekiej Italii, kielbasek germanskich ,sosu pomidorowego z Espanii i swojskiego polskiego pieczywa. Nalezy tutaj nadmienic, ze na takie sniadanie stac bylo tylko najbogatrza szlachte.

Pol godziny pozniej, juz po posilku, szlachcianki Pelikanki byly gotowe na polowanie na informacje- lowy te polegaly na dowiadywaniu sie nowych informacji na zadany temat, wiec trzeba bylo ruszyc w miejska puszcze i pytac przechdniow…Taki rodzaj polowania byl przyjemny, bo nie trzeba zabijac napotkanej informacyjnej zwierzyny, wystarczylo tylko ja odpowiednie zapakowic i zostawic dla potomnych;-).

Odpowiednio ubrane i z prowiantem wreszcie wyruszyly.Ich zadaniem bylo znalezienie wszystkich straganow: z przyborami do szycia; tych z jadlem, ktore sa otwarte w dzien i w nocy ;tak zwanych ‘kioskow Ruchu’ bedacych w miejskiej puszczy oraz przelanie tych informacji w formie mapy.

Bycmoze to zadanie byloby trudne dla innych rodow, ale nie dla szlachcianiek Pelikanek! Znaja ten dziewiczy gaszcz od kolyski, jak swoj wlasny dom i nie ma przed nimi tajemnic. Tak wiec, kiedy dowiedzialy sie o tych zadaniach, postanowily zasiasc w pobliskiej karczmie, narysowac mape i wrocic to swojego wedrownego dworku. Bo i coz mialy robic? Chodzic po miasteczku i szukac informacji skoro i tak mialy je w glowach?

Zrobily jak postanowily i bez wielkich przygod wrocily do dworu.

Natepnym punktem szlacheckiego dnia byla msza sw, dziekczynna za udane lowy. Jednak okazalo sie, iz kaplani odprawiaja msze tylko w jednej okreslonej godzinie- o zachodzie slonca, a o tej porze slawetne rody mialy juz byc w swoich rodzimych dworach. Co robic? Na ich szlachecko-harcerskie szczescie z pomaca przybyl ojciec Tadeusz, ktory zaofiarowial sie specjalnie dla nich odprawic eucharystie, pod warunkiem, ze liturgia slowa bedzie czytana i spiewana przez szlachte oraz , iz beda sluzba liturgiczna . Oczywiscie Anna w imieniu braci szlacheckiej zgodzila sie. Szlachcianki Pelikanki byly sluzba liturgiczna, Pumaszkowie***** czytali czytania jak na szlachte harcerska przystalo, a Mewojskie spiewaly psalm. Po mszy sw. nastopily specjalne obrzedy braci szlacheckiej- 2 przyzeczenia szlacheckie i 3 przysiegi wiernosci swoim rodom. Dwie z trzech przysiag wiernosci byly przysiegami mlodych szlachcianek Pelikanek! Niestety malymi krokami zblizala sie godzina wyjazdu, tak wiec 2. Druzyna inter braci szlacheckiej poczela czynic przygotowania do wyjazdu- skladano wedrowne dworki, zasypywano miejsca ognisk, pakowano swoje tobolki, zmywano laznie… Az wreszcie nadeszla najbardziej oczekiwana chwila- wyscig kulinarny!

2 godziny, w ktorych kazdy znamienity rod moze pokazac zwoje szlacheckie ulubione przysmaki!

Szlachcianki Pelikanki 3 dni na to czekaly. Postanowily pokazac sie od najlepszej strony- zrobic potrawy rzadko spotykane na szlacheckich stolach, a ktore bardzo dobrze znaly… Byla to zupa szczawiowa i salatka polska z mniszkiem lekarskim. Atutem szlacheckich stolow sa przyprawy, sol i swieze ziola, wiec nasze bohaterki zadnej z tych trzech rzeczy nie szczedzily. Jezeli ktos chcialby wiedziec jak te potrawy zrobic, wystarczy zapytac( to nie jest tajemnica rodowa).W kazdym razie potrawy wyszly wspaniale, a ich przybraniem bylo lesne poszycie. Niestety nie wszyscy zdazyli sprobowac wszystkiego,gdyz szlachta harcerska bardzo spieszyla sie zeby zlapac jeszcze jakis powoz przed zapadnieciem zmroku. Tak wiec trzeba bylo szybko spakowac sie i pozegac jakze milych gosci…

I tak ta historia dobiegla konca. Kazda dziewczyna znalazla sie przy swym domowym kominku…

Ale czy to oznacza, ze przestala byc szlachcianka?

Absolutnie nie!Co prawda nie bedzie juz biegac po lesie wolajac brac szlachecka, chociac moze kto wie… Napewno ta wyzej spisana historia zostanie wyryta w pamieci kazdej z nas…

poniedziałek, 9 maja 2011

BIWAK MAJOWY-FOKA

Zimny, deszczowy dzień, woda leje się z nieba strumieniami, a my, zmarznięte, po nieprzespanej nocy, zmuszone byłyśmy do pójścia na grę. Skargi, zażalenia? Oczywiście, ale czy któraś z nas ma odwagę sprzeciwić się groźnej i bezwzględnej kadrze? Nie ja i nie Ty, więc wszyscy siedzimy cicho. Poza tym, kto słyszał, żeby harcerz narzekał?

Z uśmiechem na twarzy i z kubkiem ciepłej herbaty wyszłyśmy z naszego obozowiska, by już po chwili dojść do pobliskiego lasu.

Punkt po punkcie, kałuża po kałuży, metr za metrem przemierzałyśmy bezkresne, mogłoby się zdawać, dróżki. Żołądki przyrastały nam do kręgosłupów, nogi uginały się z braku siłale szłyśmy dalej, wytrwale do końca, a gdy zobaczyłyśmy szósty - ostatni punkt, stwierdziłyśmy: dość! Nie można dłużej zaniedbywać organów wewnętrznych naszego ciała. Czas na obiad. Trzy pomidory, cztery parówki, niby niewiele, a jak dużo można z tego zrobić. Pół godziny i obiad gotowy, jeszcze tylko modlitwa i spełniły się nasze marzenia o jedzeniu.

Nie myślcie, że nasze życie kręci się tylko wokół jedzenia. Co to, to nie! Ale owszem, lubimy tę przyjemną czynność.

Po posiłku wracamy do obozowiska. Robimy kronikę , dziewczyny myją naczynia, a ja piszę ten artykuł.

Mery. R.

Zastęp Foka z Łowicza

Wielka Gra. Zastęp Puma

Brzydka pogoda, między innymi powracający deszcz, to nie najlepszy czas na taką grę. Lecz gdy przyszykowałyśmy się do wyjścia z obozu, byłyśmy nią bardzo podekscytowane. Droga, którą wyznaczyła nam Dh Drużynowa nie była taka trudna do pokonania, gdyby nie jeden fakt. Podejrzewamy, że nie znalazłyśmy jednego punktu. Ale pomijając to, gra była świetna. Najbardziej podobało się nam miejsce przy punkcie 6, czyli ostatnim. Było gdzieś w lesie, może w samym środku. Musiałyśmy ugotować sobie tam obiad. Było trochę zabawnie z rozpalaniem ogniska, ale udało się. Posprzątałyśmy po zakończonym obiedzie i wróciłyśmy do obozu.

Zastęp Puma

Relacja Zastępu Łoś. Wielka Gra

Mogę zapewnić, że w oryginale wygląda znacznie lepiej niż na zdjęciu.



czuwaj. GISZ

niedziela, 8 maja 2011

BIWAK MAJOWY-ŁOŚ

Na Wielką Grę wyruszyłyśmy rano, prawie tuż po apelu. Skutkiem jakiegoś dziwnego niedopatrzenia nie dowiedziałyśmy się iż istnieje punkt zerowy, a także poszłyśmy trochę za daleko szosą i w złym miejscu skręciłyśmy do lasu. Pomimo tego nie zniechęciłyśmy się; wręcz przeciwnie - spragnione przygody chciałyśmy jak najdłużej iść lasem. Widocznie miałyśmy swój dobry dzień, bo po znalezieniu drugiego punktu (pierwszego nikt nie znalazł...) ani w ząb nie mogłyśmy znaleźć strzałek, jakimś cudem tylko odnajdując kolejne cztery punkty i docierając na miejsce spotkania, gdzie miałyśmy przyrządzić cudowną staropolską strawę, za którą robiły naleśniki z sosem toffi... Niestety, nie udało nam się również znaleźć punktu ostatniego, gdyż i tym razem straciłyśmy z oczu strzałki. Po drodze zrywałyśmy oczywiście rośliny do zielnika. Z korzeniami, ma się rozumieć. Lepiej jednak nie mówić, co się działo potem w mojej torbie od aparatu, gdzie roślinki przebywały przez większość Wielkiej Gry... :)
Już najedzone, postanowiłyśmy zrobić zadania, uprzednio inteligentnie sfotografowane. Po zrobieniu zadań okazało się, że zostałyśmy same na starym poligonie. Zbytnio się tym nie przejęłyśmy; było nam to wręcz na rękę: mogłyśmy śpiewać i fałszować ile wlezie! Rozśpiewane, wróciłyśmy szczęśliwie do miejsca obozu, po drodze odnajdując ominięte wcześniej strzałki... Cóż, bawiłyśmy się świetnie i mamy nadzieję to w przyszłości powtórzyć!

zastępowa Marysia

sobota, 7 maja 2011

BIWAK MAJOWY- SARNA KONKURS KULINARNY




Łosio-śmietniczko-sarna postanowiła przygotować na dzisiejszą ogromną ucztę bardzo polskie, bardzo wiejskie i bardzo chłopskie placki ziemniaczane. Jak się później okazało wszystko było jeszcze bardziej pierwotne dzięki nieprzewidzianemu braku jaj wiejskich. Wymieszałyśmy więc wszystko co miałyśmy i zaczęłyśmy

smażyć.

Smażyłyśmy…

i smażyłyśmy,

aż wysmażyłyśmy.

Postanowiłyśmy urozmaicić nasz chłopski stół wiejskimi pajdami chleba ze smalcem i ogórkami kiszonymi.

A oto jak się wszyscy zajadali....







BIWAK MAJOWY-SARNA

Dzielne wojaże w borze

Dnia 1 maja Anno Domini 2011 o godzinie 10.30 wszystkie waćpanny z rodu 2. Drużyny Interterytorialnej Warszawsko-Praskiej wybyły ze swych chat. Okazało się jednak, iż uczyniły to przedwcześnie, gdyż jeszcze w wielkim kotle warzył się napój ku pokrzepieniu sił. Po spożyciu tajemniczej mikstury, dziewoje z radością ruszyły na podbój boru. Szukały tam sekretnych listów od Jacka Soplicy, niestety, nie wszystkie były na tyle bystre, aby je zauważyć. Jednak nie przejmowały się tym, maskując swoje braki umysłowe poprzez donośne wyśpiewywanie tworów innych ludzkich, ciut bystrzejszych, głów. Celem ich wyprawy była jednak przepyszna strawa, którą w dość przyzwoitym tempie przyrządziły na bardzo pierwotnym ogniu. Po tych wszystkich wojażach wróciły jakimś cudem, całe i zdrowe, do swej wioski, aby kontynuować swój sielski i anielski żywot.

Zastępowa Sarny

Karolina Perz

BIWAK MAJOWY-KUNA

Kawałek przez miasto,

Większa część przez las,

Brak pierwszego punktu,

Nie przeraził nas.

Drugi punkt zdobyłyśmy,

Nawet bez problemu,

Lecz się natrudziłyśmy,

By stawić czoła trzeciemu.

Czwarty, piąty poszedł gładko,

Chociaż strzałki były rzadko.

Potem czas był na ognisko,

A polana była blisko.

Pierwsza dołek wykopała,

Druga cegły przytachała,

Trzecia po drewno poleciała

Czwarta jedzenie nam szykowała.

Tuńczyk, groszek, ryż z kurkumą,

Były naszych zmagań sumą.

Nawet nam to smakowało,

Szkoda, że było tak mało.

Robiłyśmy trzecie koło,

Już nie było nam wesoło.

W poszukiwaniu punktu szóstego,

Straciłyśmy nadzieje na wyjście z lasu tego.

Cztery punkty mamy,

I z dumy pękamy!

ZASTĘP KUNA

BIWAK MAJOWY-MEWA

To było tak…

Idąc groźną szosą, zapuściły się w ciemny las (na rozkaz druhny), a było ich zaledwie dwie. Nie wiedziały, co je czeka…

Siedząc na Saharze pośród drzew, spotkały pewne dziwne istoty. Dziwactwo to miało gładką i mokrą skórę, duże brązowe oczy i piłkę na nosie (zastęp Foka). Istoty te mówiły coś o punktach, że było ich sześć a znalazły tylko pięć. Bohaterki popatrzyły na siebie z oburzeniem i zdziwieniem. Wiedziały od tamtej chwili, że zostały wprowadzone w błąd. Szybko zawróciły się do punktu wyjścia. Zmuszone przejść przez stumilowe bagno, odnalazły pierwszą wskazówkę i list dotyczący Wielkiej Gry terenowej, które były pierwszym etapem ich przygody. Wędrując po lesie według strzałek, cudem odnalazły kolejne listy.

Spragnione jedzenia mądra Natalia i zwinna Martyna zaczęły skakać jak goryle. Gdy się opanowały, (co nastąpiło po dłuższym czasie) chciały zacząć zabawę z ryżem i warzywami, lecz te nie były chętne do zabawy i dziwnym sposobem spowodowały pożar patelni. Dziewczyny zdegustowane obłędną zieleniną, które przypominały węgiel zaczęły pożerać wszystko, co im wpadło w ręce. Gdy skończyły i otrzepały zęby z piasku, wracając do krainy lodów, mrozów, żółtych kwiatków i sterczących budynków z plastiku, wpadły w sidła swoich skrzydlatych przyjaciół (zastęp Pelikan), którzy zaprowadzili je z powrotem na gorącą pustynię, gdzie szukały ostatniego listu, który okazał się sprytniejszy od harcerek i wisiał na drzewie.

List, (choć po dłuższym czasie) został odnaleziony, a bohaterki o zacnej nazwie „MEWA”, wróciły do swojej krainy przepełnionej miłością do wszystkiego, co je otacza.

Z dedykacją dla wszystkich napotkanych ludzi i dla kochanej drużyny Inter Warszawsko- Praskiej

Zastęp

Mewa

BIWAK MAJOWY- PELIKAN

BIWAK MAJOWY PELIKANA U PELIKANA


Na Wielką Grę wyruszyłyśmy radosne i pełne energii. Przezorne istoty z zaświatów (może UFO-ludki) przysłały nam herbatę.

W czasie drogi gubiłyśmy się, grzęzłyśmy w bagnie, szłyśmy asfaltem, a także zapadałyśmy się w ruchomych piaskach. Udało się nam jednak znaleźć wszystkie punkty, oprócz jednego, ale to już inna historia.

Podczas wyprawy ugotowałyśmy pyszny obiad i napiłyśmy się dostarczonej przez UFO-ludki, herbaty. W krótkich przerwach pomiędzy jedną czynnością, a drugą oddawałyśmy się bezgranicznie zrywaniu roślin do naszego zielnika.

Fałszując po drodze, szło się nam tak dobrze, że po powrocie do obozowiska nasze plecaki były w piasku i zielsku, ale mamy wrażenie, że one podobnie jak i my czuły się szczęśliwie po tej wielkiej przygodzie.



ZASTĘP PELIKAN z Góry Kalwarii

BIWAK MAJOWY

BIWAK MAJOWY 2011 już za nami!. To był pierwszy weekend naszej drużyny! Zapraszamy do czytania relacji i sprawozdań oraz oglądania zdjęć z tego wydarzenia:)