BIWAK MAJOWY-ŁOŚ
Na Wielką Grę wyruszyłyśmy rano, prawie tuż po apelu. Skutkiem jakiegoś dziwnego niedopatrzenia nie dowiedziałyśmy się iż istnieje punkt zerowy, a także poszłyśmy trochę za daleko szosą i w złym miejscu skręciłyśmy do lasu. Pomimo tego nie zniechęciłyśmy się; wręcz przeciwnie - spragnione przygody chciałyśmy jak najdłużej iść lasem. Widocznie miałyśmy swój dobry dzień, bo po znalezieniu drugiego punktu (pierwszego nikt nie znalazł...) ani w ząb nie mogłyśmy znaleźć strzałek, jakimś cudem tylko odnajdując kolejne cztery punkty i docierając na miejsce spotkania, gdzie miałyśmy przyrządzić cudowną staropolską strawę, za którą robiły naleśniki z sosem toffi... Niestety, nie udało nam się również znaleźć punktu ostatniego, gdyż i tym razem straciłyśmy z oczu strzałki. Po drodze zrywałyśmy oczywiście rośliny do zielnika. Z korzeniami, ma się rozumieć. Lepiej jednak nie mówić, co się działo potem w mojej torbie od aparatu, gdzie roślinki przebywały przez większość Wielkiej Gry... :)
Już najedzone, postanowiłyśmy zrobić zadania, uprzednio inteligentnie sfotografowane. Po zrobieniu zadań okazało się, że zostałyśmy same na starym poligonie. Zbytnio się tym nie przejęłyśmy; było nam to wręcz na rękę: mogłyśmy śpiewać i fałszować ile wlezie! Rozśpiewane, wróciłyśmy szczęśliwie do miejsca obozu, po drodze odnajdując ominięte wcześniej strzałki... Cóż, bawiłyśmy się świetnie i mamy nadzieję to w przyszłości powtórzyć!
zastępowa Marysia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz